Lejek B2C: od zasięgu do zakupu i powrotu klienta
Aktualizacja: · 7 min czytania
Lejek marketingowy B2C prowadzi od pierwszego kontaktu z marką do zakupu i powrotu, a dziury w nim widać dopiero, gdy rozpiszesz liczby etap po etapie. Większość firm zna tylko dwa końce tej drogi: ile wydała na reklamę i ile sprzedała. To, co dzieje się pomiędzy, pozostaje czarną skrzynką, a właśnie tam ucieka najwięcej pieniędzy. W tym artykule rozkładamy lejek na pięć etapów, każdemu przypisujemy jeden miernik i pokazujemy, jak w pół dnia znaleźć miejsce, w którym tracisz najwięcej klientów. Bez drogich narzędzi: wystarczy panel reklamowy, analityka sklepu i arkusz.
Etapy lejka i ich mierniki
Lejek to nic innego jak ciąg kroków, które klient musi przejść, zanim zapłaci, oraz to, co dzieje się z nim później. Każdy etap ma jedno zadanie i jeden główny miernik. Jeśli mierzysz dziesięć wskaźników na etap, w praktyce nie mierzysz żadnego. Dla sklepu lub usługi konsumenckiej wystarcza pięć etapów:
- Zasięg: liczba osób z grupy docelowej, które zobaczyły reklamę lub treść. Miernik: koszt dotarcia do tysiąca osób z grupy docelowej. Sam w sobie niewiele znaczy, ale bez niego nie ma czego przeliczać dalej.
- Ruch: osoby, które kliknęły i faktycznie wczytały stronę. Miernik: koszt wejścia na stronę, liczony po sesjach z analityki, a nie po kliknięciach z panelu reklamowego.
- Zamiar: osoby, które wykonały gest zdradzający chęć zakupu: dodały produkt do koszyka, zapisały się na listę, zaczęły wypełniać formularz. Miernik: odsetek sesji z takim gestem.
- Zakup: opłacone zamówienia albo umówione i odbyte wizyty. Miernik: konwersja z sesji na zakup.
- Powrót: klienci, którzy kupili ponownie albo polecili firmę. Miernik: odsetek powtórnych zakupów w ciągu 90 dni lub 12 miesięcy, zależnie od kategorii.
Rozpisz te pięć liczb dla ostatnich 30 dni w jednym wierszu arkusza, a pod spodem policz przejścia między etapami w procentach. Dopiero taki wiersz pokazuje, gdzie lejek przecieka. Bardzo często okazuje się, że firma walczy o tańsze kliknięcia, podczas gdy prawdziwa strata siedzi dwa etapy niżej.
Góra: zasięg, który nie jest sztuką dla sztuki
Góra lejka ma jedno zadanie: pokazać ofertę ludziom, którzy mogą jej potrzebować, i zrobić to tak, żeby część z nich chciała dowiedzieć się więcej. Zasięg kupiony wśród przypadkowych odbiorców jest tani i bezużyteczny. Milion wyświetleń wśród osób, które nigdy nie kupią, nie przesunie sprzedaży ani o złotówkę. Dlatego zasięg oceniaj zawsze w parze z tym, co dzieje się krok dalej: czy rośnie liczba wejść na stronę, wyszukiwań nazwy marki i zapisów na listę.
Najczęstszy błąd na tym etapie to kampanie zasięgowe prowadzone miesiącami bez żadnego miernika pośredniego. Drugi błąd jest odwrotny: całkowita rezygnacja z góry lejka i dociskanie wyłącznie remarketingu, który po kilku tygodniach nie ma już komu się wyświetlać. Zdrowy układ w małej i średniej firmie to większość budżetu w kampaniach nastawionych na zakup lub kontakt oraz 10 do 20 procent w remarketingu. Osobny budżet na sam zasięg ma sens dopiero wtedy, gdy kampanie sprzedażowe przestają się skalować. Przed szczytami sprzedaży górę lejka warto zasilić z wyprzedzeniem, o czym piszemy w tekście o planowaniu roku Sezonowość w B2C: kalendarz kampanii.
Środek: ruch, zapis, koszyk
Środek lejka to moment, w którym zainteresowanie zamienia się w zamiar. Klient wszedł na stronę i w kilka sekund decyduje, czy zostaje. O wyniku decydują rzeczy przyziemne: szybkość ładowania na telefonie, zgodność strony z obietnicą z reklamy, widoczna cena, koszt i termin dostawy, opinie innych kupujących. Jeśli reklama pokazuje konkretny produkt, a kliknięcie prowadzi na stronę główną, tracisz większość ruchu, zanim cokolwiek się wydarzy. Jako punkt odniesienia: w wielu sklepach do koszyka dodaje od 5 do 10 procent sesji, a wynik wyraźnie niższy to sygnał, że problem leży w stronie produktu albo w dopasowaniu ruchu.
Nie każdy kupi przy pierwszej wizycie, dlatego środek lejka potrzebuje także miękkiego kroku: zapisu na listę mailową, powiadomienia o dostępności, zapisania produktu na później, kodu na pierwsze zakupy. Taki zapis kosztuje ułamek tego, co zamówienie, a daje prawo do darmowego kontaktu w kolejnych tygodniach. W usługach lokalnych rolę koszyka pełni formularz lub prośba o termin i tam liczy się przede wszystkim czas reakcji na zgłoszenie Lead ads dla usług lokalnych. W obu modelach zasada jest ta sama: im mniej pól, kroków i niespodzianek, tym więcej osób przechodzi dalej.
Dół: konwersja i porzucenia
Na dole lejka klient ma już produkt w koszyku, a mimo to większość takich koszyków nigdy nie zostaje opłacona. Zestawienia branżowe od lat pokazują porzucenia na poziomie około 70 procent i jest to wynik normalny, a nie katastrofa. Katastrofą jest brak wiedzy, dlaczego ludzie odchodzą. Powody są powtarzalne: koszt dostawy ujawniony dopiero na końcu, przymus zakładania konta, brak ulubionej metody płatności, zbyt długi formularz i brak zaufania do nieznanego sklepu. W polskich realiach szybka płatność BLIK, dostawa do automatu paczkowego i jasna polityka zwrotów usuwają dużą część tych barier.
Mierz konwersję krok po kroku: koszyk, dane, dostawa, płatność, potwierdzenie. Jeden ekran, na którym odpada wyraźnie więcej osób niż na pozostałych, to gotowa lista zadań na najbliższy tydzień. Dla orientacji: konwersja całego sklepu z sesji na zakup wynosi zwykle od 1 do 3 procent, a każda dziesiąta część punktu procentowego odzyskana w koszyku obniża koszt pozyskania klienta bez dokładania budżetu. Jak przeliczyć ten efekt na pieniądze, pokazujemy w osobnym tekście Ile kosztuje klient B2C. Porzucone koszyki ratują przypomnienia mailowe i remarketing, ale to tylko plaster. Najpierw napraw przyczynę, potem goń tych, którzy odeszli.
Po zakupie: powrót i polecenia
Lejek nie kończy się na płatności. Pozyskanie pierwszego zamówienia z reklamy kosztuje zwykle od 30 do 80 zł, a ponowny zakup tego samego klienta uruchomiony mailem to koszt liczony w groszach. Dlatego o rentowności w B2C rzadko decyduje pierwsza transakcja, a znacznie częściej druga i trzecia. Kluczowy jest pierwszy miesiąc po zakupie: sprawna dostawa, wiadomość z instrukcją lub poradą, prośba o opinię po kilku dniach używania i sensowna propozycja kolejnego zakupu dopasowana do tego, co klient już kupił.
Polecenia działają podobnie, tylko trzeba o nie poprosić. Prosty program w rodzaju "rabat dla Ciebie i dla znajomego", kartka z kodem włożona do paczki albo prośba o oznaczenie marki w mediach społecznościowych potrafią dać stały dopływ klientów, za których nie płacisz reklamą. Błąd, który widzimy najczęściej, to brak jakiejkolwiek komunikacji po zakupie poza potwierdzeniem zamówienia i fakturą. Drugi to zasypywanie świeżego klienta codziennymi promocjami, po których wypisuje się z listy. Miernik tego etapu jest jeden: jaki odsetek kupujących wraca w założonym oknie czasu. Jeśli nie znasz tej liczby, zacznij od jej policzenia.
Audyt lejka w pół dnia
Audyt lejka nie wymaga agencji ani tygodnia pracy. Wystarczy pół dnia, dostęp do panelu reklamowego, analityki i systemu sklepu oraz dyscyplina, by nie naprawiać wszystkiego naraz. Kolejność kroków:
- Zbierz liczby z ostatnich 30 dni dla pięciu etapów: zasięg, sesje, gesty zamiaru, zakupy, powtórne zakupy. Zapisz je w jednym wierszu arkusza.
- Policz przejścia między etapami w procentach i porównaj je z poprzednim okresem oraz z punktami odniesienia podanymi w tym artykule.
- Wskaż jeden etap z największą stratą i przejdź go samodzielnie na telefonie, od reklamy po ekran płatności, notując każdą przeszkodę.
- Zapisz trzy hipotezy poprawek dla tego etapu i wybierz jedną, którą da się wdrożyć w ciągu tygodnia przy minimalnym udziale programisty.
- Ustal datę ponownego pomiaru, zwykle po 2 do 4 tygodniach, i dopiero wtedy przejdź do kolejnego etapu.
Najważniejsza zasada audytu: jedna zmiana, jeden pomiar. Kiedy w tym samym tygodniu zmienisz kreacje, stronę produktu i koszyk, nie dowiesz się, co zadziałało. Powtarzaj audyt raz na kwartał oraz zawsze przed sezonem, w którym planujesz zwiększyć budżet. Dolewanie pieniędzy do dziurawego lejka powiększa stratę w tym samym tempie co sprzedaż.
Najczęstsze pytania
- Gdzie lejki B2C przeciekają najczęściej?
- Najczęściej w dwóch miejscach: między kliknięciem a wczytaniem strony na telefonie oraz między koszykiem a płatnością. Pierwszy przeciek wynika z wolnej strony i niedopasowania jej do reklamy, drugi z kosztów dostawy pokazanych za późno i zbyt długiego formularza. Trzecim, mniej widocznym, jest brak działań po zakupie.
- Ile etapów mierzyć?
- Pięć w zupełności wystarcza: zasięg, ruch, zamiar, zakup i powrót. Każdemu przypisz jeden główny miernik i sprawdzaj go co tydzień. Dodatkowe wskaźniki mają sens dopiero wtedy, gdy szukasz przyczyny problemu na konkretnym etapie.
- Jak ratować porzucone koszyki?
- Zacznij od usunięcia przyczyn: pokaż koszt dostawy wcześniej, pozwól kupić bez zakładania konta i dodaj szybkie płatności. Potem uruchom sekwencję dwóch lub trzech przypomnień mailowych, z których pierwsze wychodzi w ciągu godziny, oraz remarketing do osób z koszykiem z ostatnich 7 dni. Rabat zostaw na ostatnią wiadomość, inaczej nauczysz klientów porzucać koszyk celowo.
- Co poprawiać przy małym budżecie?
- To, co nie wymaga wydatków na reklamę: stronę produktu, koszyk i komunikację po zakupie. Poprawa konwersji z 1 do 1,5 procent daje o połowę więcej zamówień z tego samego ruchu. Dopiero gdy dół lejka działa, zwiększanie budżetu na górze ma sens.